Kilka słów o mnie

grafik
nauczyciel
wichrzyciel
szyderca

więcej w zakładce: "o mnie"

.

Podziel się z innymi

| |

w eduKACJi zr0bimY WIELkie...

2015-10-30 08:50
Jeszcze przed wyborami przeczytałem sponsorowany wywiad z hipotetycznym ministrem edukacji. Dziś kandydatem Szydła na to stanowisko. Jestem nauczycielem, więc zaciekawiły mnie obietnice zmian w szkole. Oprócz zapowiedzi likwidacji gimnazjum, reszta gróźb/ obietnic, dotyczyła zjawisk i przepisów które w szkole już są obecne od kilku lat. Zdziwiło mnie, że zamiast obietnic bez pokrycia proponuje się coś co jest. Wywiad miał trafić do elektoratu, który nie wie jak wygląda dzisiejsza szkoła, albo do elektoratu który sam nie potrafi wychowywać swoich dzieci? Elektoratu, który nie interesuje się nawet swoim dzieckiem. W konsekwencji nie wie, że obiecywany jest stan faktyczny.

To taki nowy rodzaj kiełbasy. Kiełbasa, która jest zapakowana do bardzo długiej kiszki. Do Twojej kichy, bo ona już tam od dawna jest, albo nawet przeniosła się już do jelita grubego. Tzw. kiełbasa strawiona, albo odchody wyborcze. Zanim spuszczę cały ten program i wyjaśnię w szczegółach w jaki sposób PiS "obiecuje", zwrócę uwagę na istotny, a pominięty, szczegół: Nauczyciel.

W rozmowie o uczniach i "szkole" (meta-słowo nie rozumiem w jakim znaczeniu używane było przez przyszłą minister) znalazło się jedno pytanie i odpowiedź na temat nauczyciela. Było to zapewnienie o utrzymaniu karty nauczyciela. W tym miejscu powinienem zakończyć pozytywną krytykę i zapisać, że: Program PiSu jest dobry! Jak Lenin.

"Dobry jak Lenin" - powiedzonko z czasów komuny, pochodzi z dykteryjki o tym jak Lenin przed rewolucją ukrywał się wśród ludności polskiej na terenie Poronina. Codziennie rano wyciągał lusterko, stawiał je na pieńku i podgalał swoją rudą brodę - by nie wyglądać jak Zandberg - oraz sztuczną łysinę brzytwą - aby wyglądać jak prorok. W tym czasie przychodziła 4 letnia Matylda, której Lenin opowiadał bajki. A przecież mógł ją zarżnąć.

Skoro nie ma już lewicy w sejmie, a interes pracującego ludu reprezentowany będzie przez największy klub parlamentarny. Zacytuję dla nowego ministra słowa twórcy światowego ruchu lewicowego W.I.Lenina:

"...jeżeli policjant zarabia więcej niż nauczyciel to mamy do czynienia z państwem policyjnym"

Co oprócz karty?

PiSowcy zapowiadają, że zostanie utrzymana ocena ze sprawowania dla ucznia i jej wpływ na promocję do następnej klasy - nie podają szczegółów tego pomysłu. Wypowiadają się tak jakby do tej pory całoroczna ocena z zachowania ucznia była bez sensu. W tej chwili ocena naganna z zachowania ma następujące skutki: Uczeń może otrzymać promocję do następnej klasy, jeżeli dostał tę ocenę po raz pierwszy. Za drugim razem promocja jest możliwa tylko w specjalnych przypadkach i to pod warunkiem że, wyrazi na to zgodę rada pedagogiczna w większościowym głosowaniu. Przepis ten ma na celu, nie usadzania ucznia którego ocena z zachowania została zaniżona za nieobecności. Co PiS chce zmienić w tym temacie? Zaostrzyć? Czemu przedstawia sytuację jakby nic nie istniało w tym temacie? Być może dziennikarz był nieprzygotowany.

Jest również zapowiedź, że nie będzie więcej filmików na internecie z koszem na głowie. No fajnie, bardzo się cieszę, ale ten film był popularny ponad 10 lat. I tu widać do jakiego elektoratu skierowany jest pop-historyzm. W moim mieście jest kilka szkół średnich i kilkanaście gimnazjów, podstawówek. Przez 16 lat nie słyszałem o podobnych zdarzeniach. Co więcej nie słyszałem nawet o głupich żartach jakie były robione nauczycielom za czasów kiedy byłem przedszkolakiem. Jazda na patencie "dzisiaj młodzież jest gorsza" przypomina mi odjazd ludzi którzy dobrze wspominają czasy komuny i pojazd dziadków, którzy opowiadają, że przed wojną to nawet dzień był dłuższy.

W sponsorowanym wywiadzie pojawia się kilkukrotnie słowo: "dyscyplina", ale krucho rozwijane. Tu rzeczywiście można byłoby coś zmienić. Uważam, że dyscyplina jest zbyt surowa w dzisiejszych czasach. Uczniowie wylatują ze szkoły za jedną bójkę, a przy każdej innej patologicznej sytuacji odsyłani są w ręce policji. Jadąc na patencie "straszna młodzież", PiS zamierza "podnieść" dyscyplinę. Gdzie, dokąd, jak? Pozostaje sfera wyobraźni czytelnika.

"Szacunek". Zanim omówię kolejne hasło ze strawionej kiełbasy, czyli "wyborczej kupy bzdur" mienię, że posługiwanie się hasłami nie jest programem tylko śpiewką wokół refrenu. Szacunek współczesnego ucznia nie wynika z autorytatywności nauczyciela tylko autorytetu, który belfer buduje sam dzięki doświadczeniu, konsekwentności, pasji, itd. Przyszła pani minister nawet twierdzi, że coś tam wie na ten temat, bo sama była kiedyś nauczycielem. Niestety nie zauważyła, że nauczyciel, który nie potrafi tej pozycji zbudować, odchodzi po dwóch semestrach. Nie wiem co pani zaproponowała w temacie szacunek, ale zrozumiałem, że bardzo chce zadbać o pozycję nauczyciela poprzez reformę przepisów. Jakich? To pewnie tajemnica, bo przecież musi to być pomysł odkrywczy i genialny i dowiemy się o nim po utrwaleniu copyrightów.

"Dodatkowa ochrona prawna nauczyciela", to rzeczywiście brzmi jak program, a nie hasło. Przypominam tylko, że nauczyciel już otrzymał status urzędnika państwowego. W przypadku oszkalowania, pomówienia i kilku innych wykroczeń z Kodeksu Cywilnego popełnionych z racji wykonywania zawodu - zmienia się kwalifikacje na przestępstwa ścigane z urzędu. Czyli; na dzień dzisiejszy obraza nauczyciela na przerwie, pod domem, w internecie jest przestępstwem ściganym przez prokuraturę, na zawiadomienie osoby która była świadkiem zdarzenia. Jaką jeszcze PiS zamierza przydzielić mi ochronę? Nie doczytałem, nie znalazłem w internecie.

Podsumowując. Fajnie, że nic nie chcą mi zabrać. Wydaje mi się, że niewiele zmienią. Trochę szkoda, bo szkolnictwo to taka branża która powinna reformować się nieustannie i nie tylko nadążać za współczesnością, ale ją wyprzedzać. Szkoda.

Nie omówiłem tu pomysłu likwidacji gimnazjów, bo to zapowiedź bez uzasadnienia. Pani przyszła-minister myśli, że to jest prawdziwa kiełbasa wyborcza, a nie jakieś ochłapy już dawno przetrawione. Wydaje się jej, że nauczyciele tego pragną i rzucą się w objęcia nowego ministra.

Galeria


Komentarze

lenonek123 @ 176.114.238.*

wysłany: 2015-10-30 12:59

no no no bardzo ciekawe spostrzeżenie :)



maciek: ehe, ehe bardzo ciekawy komentarz

Minotaur @ 178.183.176.*

wysłany: 2015-10-30 14:30

1. "ale ten film był popularny jeszcze w czasach jak byłem na studiach, a nauczycielem jestem od 16 lat."

Ten film powstał jesienią 2003 roku, a więc 12 lat temu.

2. "Uważam, że dyscyplina jest zbyt surowa w dzisiejszych czasach. Uczniowie wylatują ze szkoły za jedną bójkę, a przy każdej innej patologicznej sytuacji odsyłani są w ręce policji"

Jeżeli tak jest, to rzeczywiście jest to przesada w drugą stronę, która doskonale koresponduje z jeszcze innym zjawiskiem, mianowicie takim, że obecnie szkoły zamieniane są w swego rodzaju twierdze lub więzienia - z monitoringiem, ścisłą kontrolą wejść i wyjść. Z pewnością uczniowie nie mają takiej wolności jak kiedyś. Z drugiej strony, jak sądzę, nie wpłynęło to pozytywnie na lepszy sposób zorganizowania zajęć lekcyjnych, które nadal często są zakłócane przez tzw. złych uczniów. Statystyki dowodzą, że za rządów PO nastąpił wzrost wskaźnika występowalności zjawisk patologicznych w szkołach, takich jak przemoc, dystrybucja narkotyków czy lekceważące traktowanie nauczycieli. O ile jeszcze bójki między chłopakami można uznać za coś normalnego, o tyle przemoc wobec nauczycieli czy słabszych - nie. Jakieś środki zaradcze muszą w tej sytuacji zostać podjęte.

3. Zgadzam się, że PiS niewiele w edukacji zmieni, chociaż nie wyrażałbym się o ich propozycjach za pomocą tego typu słownictwa, które pan zastosował. Jedyny konkret, który podali, to powrót do systemu 8+4. Gimnazja rzeczywiście się nie sprawdziły, chociaż ubolewam, że najczęściej powtarzanym argumentem za ich likwidacją jest to, że "dzieci stresują się, gdy muszą zmienić dotychczasowe środowisko i chodzić do nowej szkoły". Argument ten używany jest także przy dyskusjach o egzaminach wieńczących poszczególne etapy edukacji, które też niby są "stresujące". Otóż w wieku 13 lat te "dzieci" piją już wódkę, a za komuny jeszcze mniejsze dzieci gnały po śniegu do szkoły oddalonej o 5 lub nawet 10 kilometrów. Nie wiem co jest stresującego w szkole, w której można - jeśli komuś się nie chce uczyć - lecieć na samych dwójach i mieć nawet 40% nieobecności, a i tak pójść na dobre studia (wystarczy dobry wynik matury, a jeszcze nie tak dawno wiele kierunków technicznych miało zerowy próg przy przyjęciu).

W każdym razie nie spodziewam się po PiS-ie jakichś znaczących zmian, a to szkoda, bo edukacja jest dziedziną mającą obecnie decydujące znaczenie dla kierunku, w jakim będzie się rozwijać nasz kraj, a zwłaszcza gospodarka. Zaniedbując edukację, można wyrządzić wielką szkodę, a odpowiednio ją reformując - przynieść niewysłowioną korzyść.

Ja jestem zwolennikiem całkowitej prywatyzacji systemu oświatowego i rozwiązania wszelkich państwowych urzędów, które się tym zajmują. Edukację powinni swoim dzieciom zapewniać rodzice, którzy powinni posyłać ich do prywatnych szkół, dobrowolnie wybieranych spośród szerokiej oferty firm, która pojawiłaby się na wolnym rynku po likwidacji państwowego systemu. To gwarantuje optymalizację tej oferty i konkurencję, czyli większą jakość przy niższych kosztach i większej dostępności. Obecny system jest całkowicie do likwidacji. Wiem, że dla wielu polityków i większości społeczeństwa może wydawać się to bardzo skrajnym poglądem, ale argumentów za takim rozwiązaniem jest mnóstwo i sądzę, że kiedyś w naturalny sposób zaczną one przeważać mniej więcej na takiej samej zasadzie, jak kraje Europy Zachodniej - idąc być może za polskim przykładem - zrozumiały po 1945r., że nie ma sensu dalej odmawiać kobietom prawa wyborczego.










maciek: Dzięki za taki długi komentarz i za poprawki. Spróbuję podyskutować, chociaż wolałbym jakiś elegancki lokal z kawką bez komina.

1. No widzisz ten film ma 12 lat. Jaki jest sens straszenia czymś tak starym? Tym bardziej, że po drodze były rządy PiSu z ministrem Giertychem.

2. Kiedyś wagarowiczów ścigała milicja, dzisiaj pilnuje ich dyrektor. Taka jest różnica. Złych uczniów już nie ma. Byli na początku reformy, która wprowadzała gimnazja. Znerwicowane roczniki urodzenia 1986, 1987. Trafiało się dwóch uczniów przeszkadzających na klasę. Ale nie byli to do końca źli uczniowie. Dzisiaj dzieciaki są tak spokojne, że aż czasami się zastanawiam czy system ich nie otruł :), a czasami to nawet tęsknie za łobuzami.

Nie istnieją statystyki o patologii w szkołach. Ja uczyłem w kilkuset uczniów rocznie za czasów rządów PO i Giertycha i naprawdę nie widzę różnicy. Jedyna różnica w zachowaniach dziecka to okres reformy. Starzy nauczyciele też zwracają na to uwagę.

Przemoc pomiędzy nauczyciel-uczeń-nauczyciel zredukowana została do 0. Przemoc między uczniami obserwuję jako kilkukrotnie mniejszą niż za moich czasów. Dzieciaki sprawiają wrażenie uśpionych, albo zadowolonych z życia.


3 długo szukałem nowego słowa na nowy rodzaj kiełbasy wyborczej, chciałem zastosować "strawiona kiełbasa", "kit wyciskany", nic lepszego nie przychodziło mi do głowy. Też byłem zniesmaczony własnym słownictwem. Zgadzam się co do słownictwa. Nie zgadzam się co do propozycji. Nie można proponować tego co już jest przedstawiając jako zmianę.

Jeżeli chodzi o stres to w dalszym ciągu stresująca jest tylko matura.

Przypominam, że egzamin kończący podstawówkę jest tylko i wyłącznie egzaminem mierzącym jakość szkoły. Nie można indywidualizować wyniku ucznia. Nie można na podstawie tego egzaminu przydzielić ucznia do klasy o wyższym bądź niższym poziomie. W gimnazjum obowiązuje rejonizacja. Jest to egzamin, który nie ma prawa iść za uczniem.

Egzamin kończący gimnazjum idzie za uczniem i za szkołą.

Egzamin maturalny do którego uczeń przystępuje dobrowolnie idzie już tylko za uczniem. Uczeń jest świadomy konsekwencji tego egzaminu i jest to dla niego drugi poważny stres związany z egzaminem, chyba że nie ma prawa jazdy, to pierwszy.

Zmiana środowiska jest bardziej dla nich ekscytująca niż stresująca. Nie powinna należeć do argumentów "ZA" i "PRZECIW" likwidacji.

Jeżeli jest Pan za prywatną szkołą, to oznacza, że docenił Pan moją pracę i chce Pan wynagrodzić mnie lepiej niż policjanta. Dziękuję.

Jeżeli chodzi o przydatność prywatyzacji dla państwa, to wydaje mi się, że zaoszczędzilibyśmy tylko na urzędnikach (pośrednikach w dzieleniu pieniędzy-podatków na naukę). Obecnie konkurencja jest na poziomie wszystkich szkół średnich. Słaba szkoła nie ma naboru, nie ma racji bytu.

Czy prywatyzacja na poziomie podstawówki byłaby dobra? Chyba tak. Są prywatne przedszkola...

Minotaur @ 178.183.176.*

wysłany: 2015-10-30 20:32

Bardzo jestem zdziwiony, że uważa Pan patologie takie jak przemoc czy chamstwo w stosunku do nauczycieli za marginalne lub w ogóle nieobecne. Może Pana szkoła jest pod tym względem specyficzna? Bo o tym, że te zjawiska nie zanikają, a wręcz się nasilają, media donoszą regularnie, dlatego nie bardzo chce mi się wierzyć w Pana teorię, że tylko roczniki, które przechodziły przez okres reform, generowały jakąś "falę przemocy", która rozeszła się, gdy okrzepły efekty tychże reform.

Natomiast odnośnie prywatyzacji, to spośród wielu argumentów na jej rzecz najważniejszych jest kilka. Po pierwsze jest to niska jakość obecnego systemu. Choć nie tyle sam system jest zły, tylko fakt, że nie potrafi odpowiedzieć na zjawiska gospodarcze i społeczne, które sprawiły, że przestał być efektywny. Niewiele się zmienił od czasów, gdy był wprowadzany, w XIX i XX wieku, kiedy to postanowiono przymusowo "obdarowywać" każde dziecko elementarnym wykształceniem niezbędnym do pracy np. w fabryce. Wtedy to się sprawdzało, a właściwie było jedynym rozsądnym wyjściem. Obecnie ten system powoduje, że na studia przychodzą coraz gorsze roczniki. Absolwenci po prostu nie mają żadnej wiedzy. Jednak o ile jeszcze 20 lat temu pod względem tego, jak człowiek zdobywał wiedzę i czym owa "wiedza" tak naprawdę była, świat niewiele się różnił od tego sprzed 100 lat, o tyle różnica między obecnymi czasami, a tymi sprzed 20 lat, jest już ogromna. To ta nieprzystawalność rzeczywistości do specyficznego i wsobnego środowiska, jakim jest szkoła, powoduje tak marne efekty w postaci absolwentów gimnazjów, którzy nie wiedzą, ile dni ma rok. Chodzi oczywiście o to, że w tym krótkim stosunkowo czasie upowszechniło się wiele urządzeń, takich jak laptopy, telefony komórkowe, tablety itd., które całkowicie zmieniają sposób, w jaki posługujemy się informacją i w jaki nabywamy wiedzę. Szkoła ze swoim anachronicznym trybem pracy została daleko w tyle, choć na pytanie, jak powinna na te wyzwania zreagować, nikt nie ma dobrej odpowiedzi. Dlatego ja myślę, że jest to odpowiedni moment na to, by oświatę sprywatyzować, bo tylko na wolnym rynku mogą pojawić się pomysły na to, jak dobrze kształcić ludzi w "erze Google'a".

Na jednego ucznia polskie państwo wydaje 1100 zł miesięcznie. Jest to kwota horrendalnie wysoka w stosunku do tego, co ten uczeń otrzymuje. Za tę kwotę łaskawe państwo oferuje mu przymus kilkugodzinnego siedzenia w ławce i słuchania tego, co mają do powiedzenia nauczyciele kilku czy kilkunastu przedmiotów. Ma też możliwość "odrabiania zadań domowych", czyli regularnej pańszczyzny. Uczeń ma po prostu zapełnić podręcznik czy jakiś zeszyt ćwiczeń. Do niczego dobrego to nie prowadzi. Mam znajomych ze szkoły, którzy mieli same 5., uczyli się naprawdę świetnie, a dzisiaj pakują jakieś kartony w Amazonie w Anglii. Mam też znajomych, którzy w Polsce robią niezłe kariery w prestiżowych zawodach, mimo że szkołę totalnie olewali i nie mogą się pochwalić żadnymi dobrymi ocenami. Jest to więc regularna kradzież czasu i zabijanie zdolności oraz kreatywności młodych ludzi, ponieważ za kwotę 1100 złotych można zdziałać naprawdę cuda. Nawet największy młot za tę kwotę jest w stanie odnaleźć się w jakiejś dziedzinie i to nawet nie tylko po to, żeby być produktywny i przydatny dla gospodarki, bo nie tylko o to chodzi w nauczaniu. Te 1100 zł w porównaniu do tego, jak wspaniale można je spożytkować, obecnie jest w znacznej mierze po prostu marnowane. Co więcej, obecny system jest także poniżej godności nauczyciela, który zmuszony jest prowadzić lekcje dla uczniów, którzy w większości przypadków wcale nie chcą go słuchać i swój czas woleliby przeznaczyć na coś innego. I myślę, że to nie dotyczy tylko podstawówek, ale każdego szczebla edukacji (a może nawet bardziej liceum, bo z kolei małe dzieci trudniej jest przekonać do nauki i na tym początkowym etapie rola rodziców jest nieoceniona).

maciek @ 82.139.16.*

wysłany: 2015-10-30 21:14

Moja szkoła jest bardzo specyficzna. Wręcz modelowa pod tym względem. Zauważył to na cyklicznej kontroli mierzenia jakości pracy szkół, kurator z Wrocławia. Wg niego w całym dolnośląskim nie spotkał tak wysokiego procentu zadowolenia ankietowanych uczniów z atmosfery w szkole. (95% uczniów odpowiedziało że czuje się w szkole bardzo dobrze). Ale zapewniam Pana, że media kłamią i w całym mieście sytuacja wygląda dużo lepiej niż kiedyś. Gdyby media informowały 30 lat temu o patologii w szkole przestałby Pan oglądać TV. Nie musi Pan wierzyć, proszę pogadać z belframi, których Pan zna.

Odnośnie prywatyzacji nie mam zdania. Może byłoby lepiej?

Stan wiedzy młodzieży: był u mnie ostatnio satyryk, który zrobił ogromną karierę w RFN. Prywatnie bardzo poważny facet. Posiadał wiedzę z „youtuba” na temat wykształcenia młodzieży. Był załamany. Kłóciłem się z nim 2 godziny. Nie wierzył. Przyszedł mój syn ze szkoły podstawowej w której nie uczę. Jacek przepytał go zadając pytania typu; ile dni ma rok, gdzie co leży, kto z kim graniczy? Kiedy wychodził to się cieszył, że teraz będzie spać spokojnie.

1100 złotych to subwencja którą otrzymuję miasto za jedną głowę ucznia. Do tego dochodzą dodatkowe kwoty za ilość wyższych stopniem nauczycieli. Do tego dochodzą wydatki gminy, bo subwencja nie wystarcza na pokrycie wszystkich kosztów. Gminy dopłacają do tej kwoty od 20 do 80% Do tego musi Pan policzyć działalność kuratorów, naczelników, egzaminatorów, cke, oke, itp. Tam pracują takie zastępy, że wojsko przy tym to pikuś. A oni zarabiają lepiej niż nauczyciele. Tak na oko utrzymanie jednego ucznia w Polsce może kosztować kilka razy więcej. Ile? Trzeba Korwina poprosić żeby policzył.

Lekcje w szkole dzisiaj wyglądają zupełnie inaczej niż Pan to opisuje, a to że absolwenci pakują banany w USA o niczym nie świadczy. Wszyscy Ukraińcy których poznałem w Polsce przy sprzątaniu, byli świetnie wykształceni, po naprawdę ciekawych kierunkach, aż się płakać chciało.

Zgadzam się że jest to kradzież, bo w szkole społecznej nauczą prawie tego samego co my za 500/600zł, a jak już pisałem wcześniej to nie jest 1100 tylko może być kilka tysięcy miesięcznie.

Reforma powinna dotyczyć wszystkich szczebli. W Niemczech najlepiej zarabia nauczyciel podstawówki najgorzej profesor. W Polsce profesor za jeden wykład dostaje od 130 do 500zł. He he i tu możemy zapomnieć o szczegółach.

pozdrawiam. Dziękuję za chęć przyglądania się tematowi z Pańskiej strony.

Buniek @ 176.111.135.*

wysłany: 2015-11-01 20:16

Panie Macieju, dziękuję za publiczną obronę szkoły przed politykami. Oni zawsze chcą coś zmieniać ale zwykle diagnoza jest niepełna, a propozycje nieprzemyślane. Pańska opinia o gimnazjach jest inna niż obecnie forowana. W tej sprawie ma pan oczywiście prawo być ekspertem. Ale u nas jest taka kultura, że każdy, nawet ten co nic nie wspólnego z tematem może to negować opierając się na opinii ukochanych przez siebie polityków i nie mniej politycznych mediów. Niestety, zarówno media jak i politycy nie są zainteresowani słuchaniem opinii znających się na rzeczy i wolą tworzyć albo sensacje albo mity. W końcu z tego żyją. Co ciekawe, nie utworzyliśmy systemu wychowywania społeczeństwa w duchu szacunku do nauki i wspomagającej jej kultury debaty publicznej. Liczba głoszonych publicznie bzdur i jednocześnie brak skutecznych metod reakcji świata nauki jest symptomem tego stanu. Upraszczając, środowisko nauczycielskie dając przyzwolenie na wychowywanie młodzieży w duchu akceptacji hipokryzji szkodzi też sobie.





maciek: Panie Buniek, jest Pan optymistą. Zakłada Pan, że politycy chcą coś zmieniać bez konsultacji, czego efektem będą bzdury. Obawiam się, że sytuacja jest o wiele gorsza. Wydaje mi się, że politycy zdają sobie sprawę, z bzdur. Robią to świadomie. Odbijany przeze mnie wywiad bazuje na nastrojach sprzed 10 lat. Dzisiaj likwidacja gimnazjów wywoła taką samą falę niechęci co jego powołanie.

Do tego dochodzi to co można usłyszeć od PiSu poza oficjalnym kanałem, lub w komentarzach internetowych, atak na tzw. "lewaków". PiS wymyślił sobie, że najwięcej "lewaków" jest w środowiskach edukacyjnych i teraz będzie nas nimi straszył. Po co? Żeby samemu nie zostać oskarżonym o lewactwo przez środowiska prawicowe. No chyba, że PiS zajmie w sejmie prawą stronę ławek...

Duch Gór @ 188.29.164.*

wysłany: 2015-11-02 19:22

Maciek: dramatyzują koleżanki twoje, dlaczego?
Kim były? Kim byli mężowie sprawdź najpierw:)





maciek: mówiłem moim koleżankom z PiSu żeby nie panikowały, no i że sprawdziłem ich mężów. Okazało się że to same lewaki.

Wpisz swoje imię, pseudonim:

Wpisz treść: